Pomazało
Jak ja kocham ten konkretny pierwszy dzień w ciągu roku, kiedy jest on już na tyle dłuższy, że słońce (o ile w ogóle je widać) wstaje razem ze mną. : )
Przy odpowiednich tajemniczych warunkach psychofizycznych oraz temperaturowomrozowo nieboprzejrzystowych wpada cudnie przez okno od pierwszych sekund odsłonięcia rolety. No a jak wpada o tej 6:47, to bezczynne nie jest, maluje mi istne bajki na ścianach i różnych rzeczach dookoła. : )

Przy okazji kilka analogowych wypocin z ładnego, lutowego, mroźnego popołudnia. A modelka ze mnie jak z koziej dupy trąba. Na kievowe skany z sesji z iwoną ciągle czekam, ale podobno dużo nie tracę, hura. ;)

Muzycznie będzie wokalnie kobieco i cudnie chwiejnie.
hahaha Ty wiesz, że ja Twojego Pana to kojarze … tylko nie wiem skąd …