27.12.08.-02.01.09.
Hmmmm trochę mnie tu nie było oczywiście. Powstały w tym czasie dwa prywatne posty, uczę się dzielić swoim życiem i chyba całkiem nieźle mi idzie ( :) ), w środku, we mnie powstało sporo ważnych rzeczy, o których nie będę tu pisać, to primo.
A segundo, to, że trochę się w miejscu zatrzymałam w innej jakże także dla mnie ważnej sprawie, co mimo wszystko i wbrew pozorom niewiele ma wspólnego z pierwszym akapitem. Byle zatem do 17 stycznia, będę mieć okazję wspólnymi siłami ruszyć moje magazynujące ciepłą okładzinkę na zimę cztery litery.
A niżej troszkę okrojona wersja okresu wyczekiwanego, wyczekanego, cudnie spędzonego. :) Święta minęły w dosyć podłym nastroju, kilka spraw mnie kompletnie wykończyło psychicznie, ale może dla tego jeszcze przyjemniej było uciec od wszystkiego, zostawić to na peronie pierwszym dworca pkp w Lublinie z przeświadczeniem że mimo wszystko ten czas, na który czekałam spędzę jak gdyby nigdy nic i naładuję akumulatory. A co. Oczywiście się udało tylko cholera… jak nigdy (w sumie za każdym razem bardziej) ciężko było wrócić, odzwyczaić się od zupełnie innej codzienności, za którą oddałabym wszystko. : )

jak ja lubię tą stację : )

wyprawa w iście bajkowe miejsce, mmmm… :)

papa Maków City, dzień dobry sylwester “hłe hłe”

dzię-ku-jee-myyy!

I huraa – czas wracać

pani konduktor(ka?) powalała optymizmem i chętnie pozowała na Wschodnim, niestety kolegi nie udało jej się namówić ; ))

“Kunic”
Fantastycznie opowiedziane zdjęciami, mistrzowska robota Aduś : )
Te Quierrro ahh :*
sie mi także podobać
trafiłam przypadkiem. lubię te mgliste. ajajaj – pozazdrościć i pogratulować :)
pozdrawiam.