all & none
takie o niczym

takie o niczym nocą i przykładaniu aparatu do szyby a następnie kręceniu nim

takie o tym że totalnie nie umiem robić koncertówek, za przykład posłużył Jose Torres i reszta. W sumie to potwornie stare te zdjęcia są, ale odgrzebałam je dopiero niedawno przy okazji wywalania połowy niepotrzebnych programów i importowania wszystkich folderów do LR. Przy okazji okazało się, że dla mnie jednym z tych niepotrzebnych programów jest Live Sound Blaster, czyli program do obsługi karty dźwiękowej (lub coś w tym stylu). Więc niezmiernie zdziwiona, że nie działają mi głośniki zrobiłam przywrócenie systemu i od tegoż momentu komputer zwariował i stwierdził, że skoro tak mu mieszam to on mnie zmiesza (mało powiedziane) tym, że nie odpali mi za cholerę windowsa. Więc ja w panikę, wszystko na pamięć zewnętrzną z trybu awaryjnego, przewracam cały dom do góry nogami w poszukiwaniu płyty z czym kolwiek co przypominałoby windowsa albo miałoby uroczy napis creative na kopercie. Na szczęście mój rodziciel się nade mną zlitował, przyjechał, zabrał komputer, w 5 minut znalazł obie płyty i przywiózł mi go z powrotem 3 dni później. A podobno ze mnie taka zdolna istota, umiem podłączyć komputer, otwieram za pierwszym razem drzwi, przy których dwie osoby męczą się pół godziny i jak podejdę do mojego cudownego starego komunijnego “bum-boxa” który właśnie stwierdził że się zatnie, to wystarczy że się na niego popatrzę i już gra jak trzeba. Swoją drogą to świetnie, że jak zawsze mi się nie chce pisać, to jak już zacznę stukać w te białe guziki to wybieram sobie niezwykle głęboki temat: jak to zepsułam komputer. Yh. :|
To może jednak Jose Torres:

i trochę tiruriru pozytywnego :)